Z wizytą w Muzeum Historii Naturalnej w Sztokholmie- czy Polsce potrzebna jest taka placówka naukowo-muzealna…?

Minął ponad tydzień od rodzinnej wycieczki do Muzeum Historii Naturalnej w Sztokholmie. Chciałbym podzielić się kilkoma obserwacjami jakie mi się nasunęły po zwiedzaniu.

Samo muzeum zlokalizowane jest na północ od centrum Sztokholmu. Dojazd jest bezproblemowy, ale my wybraliśmy się na spacer, który zajął nam niecałą godzinę. Gmach muzeum widoczny jest z daleka i trzeba przyznać, że robi wrażenie monumentalnością.

Po zakupie biletów i pobraniu mapki udaliśmy sie na zwiedzanie. Na najniższej kondygnacji coś co lubię najbardziej czyli kolekcja zoologiczna z zacięciem do osteologicznej .

Mapa muzeum pobrana z oficjalnej strony muzeum – w wersji angielskiej

Zanim wrzucę fotki to wcześniej warto zerknąć na mapę by nie pobłądzić 🙂 Na poziomie kas mamy sporo do oglądania bo to dział skamieniałości i ewolucja, ewolucji człowieka, dział regionów polarnych, różnorodność biologiczna, klimat. O ile wspaniale zachowane szkielety zwierząt z wiktoriańskim XIX wiecznym rodowodem niemalże ,,rzucają na kolana” to sam dział paleontologiczny juz mniej. W dziale paleontologii odbywał sie jakiś wakacyjny piknik, więc chordy dzieciaków biegały pomiędzy eksponatami w zasadzie uniemożliwiając sensowne zwiedzanie. No ale Szwedzi mają trochę inne podejście do edukacji (może to i lepsze) niż u nas i muzea nastawione są na cele edukacyjne młodzieży w innym wymiarze niż w Polsce.

No ale o tym na końcu. Muzeum nie sprawia wrażenia monumentalności jak chociażby jego londyński bardziej sławny odpowiednik. Atmosfera w niektórych wystawach jest przyjemnie ,,wiktoriańska” czyli nawiązuje do ,,gablotowej” ekspozycji muzealnej, bez wydziwiań edukacyjnych, konkursów dla dzieci, zgadywanek etc. Przyjemnie poczuć sie jak w muzeum przed 20 laty. Sama kolekcja zoologiczna jest zbierana od XVIII wieku i to przez cały czas. Jej spora część jest wyeksponowana, ale chętnie bym obejrzał dział zamknięty dla zwiedzających. Musi być imponujący. Trzeba zdać sobie sprawę, że Szwecja od 1814 roku nie angażowała się w żadne konflikty zbrojne, więc i zbiory muzealne nie były zagrożone i tak przetrzebione jak nasze. Co zwróciło moja szczególna uwagę. Przede wszystkim wspaniałe szkielety wielorybów. tego się zbyt często nie ogląda w naszych muzeach. Przynajmniej w takiej ,,koncentracji”

Wieloryby znajdują sie tuz obok wystawy dotyczącej regionu polarnego. Fajnie przedstawione sceny ,,dynamiczne” jak chociażby czatujący na fokę niedźwiedź polarny. Takie dynamiczne sceny tez występują kondygnacje wyżej.

Sama kolekcja zoologiczna to oczywiście preparaty zwierząt w tym ich szkielety, a także jaja ptaków, wielka kolekcja owadów.

Oczywiście wiele zdjęć mógłbym wkleić w ten tekst, ale wyszedłby by nam raczej pokaz slajdów a nie wpis. W każdym razie kolekcja zoologiczna jest ciekawa. Nie zrobiłem zdjęć z działu ewolucji człowieka, jako, że okupowany był przez biegające osobniki rodzaju ludzkiego, dodatkowo wrzeszczące. Ale i on jest ciekawy. Kolejny był dział paleontologiczny. Tutaj ilość młodzieży i dzieci biegających i dosiadających makiet dinozaurów tez była spora. Niemniej cos tam sie dało sfotografować. Kości prawdziwych dinozaurów wymieszane z replikami, na których można sie było bawić. To niezbyt dobra kombinacja. Rodzinnie orzekliśmy, że jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby wydzielenie specjalnej sali zabawowo-edukacyjnej dla młodszych zwiedzających. Poniżej kilka zdjęć z działu paleontologii.

Poza okazami paleontologicznymi zadziwiają aranżacje jak chociażby ta z motylami – poniżej.

Dział zoologii na wyższej kondygnacji jest przyjemny w odbiorze, chociaz tez dostosowany do wymogów nastolatków, to hałasu tutaj nie było, może młodzież ,,oklapła” po galopadach na niższym piętrze. Kolekcja przyjemna, może nie tak spektakularna jak wcześniej opisane, ale warta obejrzenia.

Bardzo innowacyjna wystawa o człowieku w aspekcie jego roli w ekosystemie oraz podobieństw człowieka do innych ssaków. To bardzo wartościowa wystawa, na swój sposób ,,ewolucyjna” pozwalająca zrozumieć siebie jako element przyrody naszej planety bez egocentrycznego zadęcia o ,,przewodniej” roli naszego gatunku i prawa do niszczenia wszystkiego co nas otacza. Warto by było by takich wystaw było bardzo dużo w naszym kraju. Na deser zabawa i możliwość obejrzenia siebie w kamerze termowizyjnej.

Pominąłem całkowicie elementy wystaw geologicznej, botanicznej. Tez imponujące, chociaż mnie mniej interesujące. Oczywiście trudno nie zrobić sobie zdjęcia z samym Linneuszem” 😉

Na deser fantastyczna wystawa dotycząca naukowców zatrudnionych w muzeum i prowadzących badania. Z czymś takim nie spotkałem sie w naszych muzeach przyrodniczych, pewnie dlatego, że jesteśmy bardzo skromnym narodem 😉 Ale zdjęcia muszę pokazać.

Odwiedzający to muzeum wiedzą, kto w nim pracuje ( nie pokazałem portretów naukowców, w trakcie pracy juz to naprawiam zdjęciem pobranym ze strony muzeum).

Naukowcy z MHN w trakcie sekcji ptaka- zdjęcie ze strony Muzeum

Ale bardzo dobrym pomysłem są ,,dyżury telefoniczne” biologa, paleontologa, geologa. Każdy może zadzwonić i może poinformować o swoim odkryciu, które może sie okazać nawet przełomowe dla nauki.. U nas nie do pomyślenia. Ba więcej nawet, na stronach muzeum jest możliwość nie tylko kontaktu z pracownikami naukowymi muzeum, ale i włączania się w tworzenie zbiorów na zasadach ,,nauki obywatelskiej”, jeszcze bardzo raczkującej w naszym kraju. Zbiory z ogromnej kolekcji liczącej 11 milionów okazów mogą wypożyczać nie tylko naukowcy ale i zaawansowani amatorzy prowadzący badania. To chyba nie spotykane w Polsce…. Wszystko na podstawie przesłania formularza przez Internet. Oczywiście z dobrodziejstw wypożyczenia korzysta sie na miejscu. Społeczeństwo jest zachęcane do zbierania okazów, oczywiście z poszanowaniem prawa i przekazywania ich do muzeów.. Ale na zasadzie wzajemności, bo muzeum nie zamknie się przed badaczem amatorem, tylko dlatego, że nie jest on zatrudniony w jednostce naukowej… Prócz tych udogodnień, wszyscy maja dostęp do bazy danych zbiorów muzealnych, z czego spora część jest sfotografowana i fotografie są udostępnione. Olbrzymie zbiory i bardzo interesujące kierunki badań, przy okazji serwis informacyjny muzeum z prezentacja ciekawych zagadnień naukowych, odkryć pracowników, z ciekawostkami dla bardziej ambitnych czytelników… O wszystkim można sie dowiedzieć, dzwoniąc pisząc maile do pracowników, którzy zapewne bardzo serio traktują swoich rozmówców. Bo taka jest ich rola. I z tej roli sie wywiązują.

I teraz rodzi sie szereg pytań… Pytań o nasze muzea.

Polskie muzea przyrodnicze, przede wszystkim nie są scentralizowane w taki sposób by stanowić jednostkę tego typu. Rozsiane po przyrodniczo ciekawszych regionach jak Bieszczady, Taty czy Roztocze czy inne, oraz większych miastach uniwersyteckich mających wydziały biologii. Te regionalne muzea przyrodnicze są oczywiście dostępne dla zwiedzających, ale trudno mówić o szerokim zasięgu badań prowadzonych przez źle opłacanych pracowników, którzy zamiast prowadzić badania, otrzymywać na nie fundusze musza dorabiać do pensji prowadzeniem korepetycji, czy sprzedażą polis ubezpieczeniowych (przypadki z życia). A znowuż muzea uniwersyteckie, często chluba danej uczelni, to zarządzane przez naukowców placówki, w większości mało dostępne dla zwiedzających, z bardzo ciekawymi zbiorami ale zbiorami chyba zamkniętymi dla ludzi spoza ,,środowiska naukowego”. Oczywiście skłamałbym nie pisząc o dużych muzeach przyrodniczych jak chociażby Muzeum Instytutu Zoologii PAN, czy inne. Kluczowe muzea przyrodnicze w naszym kraju posiadają piękne zbiory, ale nie ma pomiędzy nimi sieci powiązań, więc funkcjonują jako oddzielne placówki, a zbiory w ten sposób prezentowane są na swój sposób nieodwracalnie zdysocjowane. Nie ma jednostki skupiającej całość . Bo nikt nie ujmuje racji bytu mniejszym muzeom przyrodniczym, ale jednostka centralna powinna powstać, jak juz sie stało w większości stolic europejskich. Powstają za to muzea o pewnej wartości edukacyjnej ale nie zawsze przyrodniczej, jak ,,muzea przyrodniczo-łowieckie” , które prezentują oczywiście okazy fauny krajowej, czasami nawet egzotycznej najczęściej w aspekcie łowieckim, z prezentowaniem trofeów łowieckich. Nie o taki model edukacyjny chodzi. Kluczowa jednostka, o którą zabiegają naukowcy w Polsce już od wielu lat, ma szansę na realizację, ale chyba nie tak prędko. A tymczasem olbrzymia wielomilionowa kolekcja okazów zoologicznych w Łomnej pod Warszawą ciągle czeka na godną placówkę wystawienniczo- badawczą, która nie tylko wyeksponuje i pokaże nam zbiory, ale przeprowadzi wiele odkryć czających sie w pudłach z okazami z wszystkich stron świata, których nikt nigdy nie badał… Muzeum Historii Naturalnej w Warszawie, to byłoby coś co chciałbym kiedyś zwiedzić, bardziej niż kolejne muzeum potęgi i chwały naszego oręża, czy łowiecką ekspozycję ubitych na polowaniach zwierząt…

Please follow and like us:
Pin Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

RSS
Follow by Email