Wpis ten (mam nadzieję), zapoczątkuje cykl przedstawiający moje zmagania z fotografowaniem, filmowaniem tych ciekawych zwierząt. Będzie to podróż w krainę ludzkich słabości i poświęceń takich jak leżenie z głową w mrowisku…Tylko po to, by pokazać przeciekawy świat mrówek…. Powiem więcej, ciągłych wyrzeczeń związanych z doskonaleniem warsztatu, bo nigdy nie jest na tule dobrze, by nie mogło być lepiej. A że można potraktować ten wpis jako ,,zachęcający” do fotografowania mrówek to juz inna sprawa. Dlatego zamieszczam kilka przydatnych informacji dotyczących sprzętu czy techniki fotografowania i filmowania , uprzedzając, ze jestem amatorem nie zawodowcem, więc i porady będą amatorskie.
Bardzo ważne w moich zdjęciach jest to, że wykonuje je w naturze. Zdjęcia te nie są zdjęciami studyjnymi, stackowanymi, etc. Nie umniejszam jakości takich studyjnych zdjęć, często perfekcyjnych, ale maja się one do fotografii przyrodniczej tak jak fotografowanie zwierzęcia w ogrodzie zoologicznym i na wolności. To w sumie niemalże to samo i kompletnie cos innego. Zdjęcia studyjne służą najczęściej celom czysto merkantylnym i wykorzystywane są do reklamy sprzedażowej hodowli mrówek. Jest to bardzo popularna gałąź hobbystyczna. Wykorzystuje się je także w niektórych publikacjach i opracowaniach. Jak juz powiedziałem, to nie jest dział fotografii który mnie interesuje. Całkiem oddzielna gałęzią fotografii są zdjęcia głów owadów w tym mrówek, nabitych na szpilkę i fotografowanych warstwowo, a następnie składanych w programach do montażu stacków. To nie jest fotografia przyrodnicza, aczkolwiek zdjęcia takie są wykorzystywane w badaniach naukowych do dokumentacji zoologicznej no i jak sie domyślacie komercyjnie przy produkcji przeróżnych kalendarzy itp. Dlatego oglądając takie kosmiczne zdjęcia, trzeba sobie zdać sprawę, że nie powstało ono w plenerze.

Ni wiem, kiedy zrobiłem pierwsze zdjęcie mrówki. Mam na myśli w miarę udane zdjęcie. Wiem, że próbowałem wielokrotnie i to sie nie udawało. Jako zagorzały amator, podejście miałem zawsze podobne, nic na siłę i nic za wszelką cenę… Jak się nie udaje to sie nie udaje. Mam podejrzenia, że to zdjęcie poniżej jest jednym z pierwszych czytelnych zdjęć. Co więcej jest zrobione chyba w świetle zastanym. Pomimo tego, że jest w miarę czytelne, to nie zachwyca.

Wydawać by sie mogło, że ruchliwość mrówek kompletnie wyklucza możliwość wykonania poprawnego zdjęcia. Bardziej doświadczeni koledzy mający lepiej opanowany warsztat makrofotografii, twierdzili, że ,,bez kleju sie nie uda” mając na myśli oczywiście przyklejanie mrówek do podłoża, by sie nie przemieszczały 🙂
Jako, że tak drastyczne środki immobilizacji wykluczyłem od razu, problem wydawał sie na tyle poważny, że na krótki czas zrezygnowałem z fotografowania mrówek, a że 20 lat temu o filmowaniu nie było mowy, ponieważ aparaty nie oferowały takich możliwości, to ,,odpuściłem” sobie te urocze i mądre zwierzęta.. Dopiero rozwój technologii aparatów bez lusterkowych popchnął wielu w objęcia sztuki filmowania. Pierwsze poważne kroki poczyniłem jak pamiętam na wczasach w Chorwacji. Zdjęcia mrówek pozostawiały bardzo wiele do życzenia, ale juz były w miarę czytelne. O filmach nie wspomnę, jako, że chociaż je robiłem to wstydzę się je pokazywać. Kluczem udanych zdjęć natomiast, co było do przewidzenia okazało sie doświetlanie lampa błyskową

Zastosowanie lampy jest oczywiste w makrofotografii, ale ja jeszcze jakiś czas temu tkwiłem w naukach mistrzów i wykorzystaniem światła ,,zastanego”. Jak sie wszyscy mogą domyślać, w przypadku fotografowania mrówek na wiele światło zastane się nie przydaje, co innego w filmowaniu. Przy filmowaniu w wielu przypadkach można pokusić się i to całkiem serio o odstawienie sztucznych źródeł światła. Tkwiąc w fotografii póki co, lampa była i jest nieodzowna. Zamrożenie ruchu i to nie tylko samej mrówki, ale i bez ustanku pracujących organów zmysłowych jakimi są czułki, bywa często niezłym wyzwaniem.

Pomimo zastosowania lamp błyskowych, (piszę w liczbie mnogie, bo przyzwyczajony jestem i byłem do klasycznego układu lamp makro czyli dwóch), nie zawsze mrówki chcą współpracować.

Tutaj wszystkim, którzy próbują je fotografować, w sukurs przyjść musi biologia mrówek, a nawet poszczególnych gatunków. Bez zapoznania się chociaż powierzchownego z tymi zagadnieniami skazani jesteśmy na wiele rozczarowań. Wiem to z autopsji, przerabiałem wielokrotnie. Od czego zacząć.. Chronologicznie zacznijmy od sprzętu. Nie chodzi o promowanie jakiejś konkretnej marki czy modelu aparatu. Zdjęcie robi człowiek aparatem, a nie sam aparat. Ja osobiście od wielu lat tkwię w systemie Minolta/Sony i po latach użytkowania nie uważam, że jest to system gorszy czy lepszy od innych. Ale doświadczenie budowałem w tym systemie, więc moje osądy odnośnie innych systemów są mało obiektywne.

Dokonać powinniśmy wyboru, czy zamierzamy posiłkować się formatem przetwornika APS-C, pełno klatkowym a może 4/3? Z naszym wyborem związane będzie podjęcie decyzji o zakupie obiektywu, lub obiektywów. Zaczynałem od formatu APS-C, przesiadając sie na format pełnoklatkowy. O formacie 4/3 w praktyce wiem niewiele, ale sprawdza sie on równie dobrze.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że format to sprawa mimo wszystko drugorzędna, ale chyba dobrze, że moje początki związałem z formatem APS-C. Uniknąłem dzięki temu wielu rozczarowań związanych z pełnoklatkowym formatem i mogłem spokojnie dojrzewać do jego zakupu. Kluczowym elementem jak wiadomo są obiektywy.
I tutaj wybór jest trudniejszy, a juz w przypadku filmowania mrówek bardzo trudny. Do fotografowania mrówek warto zaopatrzyć sie w obiektyw makro o ogniskowej nie przesadnie długiej. Z doświadczenia wynika, że ogniskowe mieszczące sie w przedziale 50-100 mm przy odwzorowaniu 1:1 są optymalne. Ogniskowe rzędu 50-70 mm co prawda wymuszają bliższy kontakt z owadem, jako ze musimy bliżej sie przysunąć, ale gwarantują większą głębię ostrości niż powiedzmy ogniskowa 100 mm. Czyli ogniskowe pośrednie pomiędzy 50 a 100 są bardzo obiecujące. Kompletując obiektywy oczywiście kuszą ogniskowe rzędu 150 mm, całkiem użyteczne w filmowaniu i całkowicie bezużyteczne w fotografowaniu mrówek. Miałem i krótki romans z obiektywami makro o ogniskowej rzędu 180 mm, ale poza zdjęciami ważek i ewentualnie motyli nie znalazłem dla nich zastosowania, a dźwiganie ich… no cały skompletowany zestaw waży swoje. To też rzecz niebanalna. W przeszłości czyli w okresie lustrzankowym taki zestaw czyli aparat (nie daj boże z gripem) plus obiektyw i lampy potrafił dać w kość. Teraz w dobie bezlusterkowców jest jakby lżej. Opisuję te kwestie sprzętowe, bo fotografia makro innych owadów jest zdecydowanie inna. Te różnice możecie wychwycić gdy po raz pierwszy spróbujecie 🙂 Moje pierwsze zdjęcia, które ze wstydem wyrzuciłem bo 100% było nieudanych, wyraźnie wskazywały, ze robię błędy. A jakie to błędy?
Ogniskowa obiektywu – oczywiście wybierałem najdłuższe, sporo nerwów kosztowało mnie wykorzystywanie skąd inąd dobrego obiektywu jakim był Tamron 180 i Sigma 150 oba do makro. W chwili obecnej juz ich nie posiadam zamieniłem na bardziej filmowe odpowiedniki jak Irix Dragonfly i Irix Cine macro. W filmach sprawdzają sie super, przy pozostałych owadach również.
Oświetlenie– czyli bez dyfuzora ani rusz, lampa lampą a dyfuzor być musi. Wiele gatunków cechuje sie niezłym połyskiem i zastosowanie lampy bez takiego dyfuzora grozi katastrofą. Też próbowałem bez dyfuzora, efekty mocno zniechęcające 🙂 W sytuacji robienia zdjęć i filmów jest trochę różnic, mimo to dyfuzor to dyfuzor, zawsze się przydaje. W filmowaniu wykorzystujemy jedynie źródło światła ciągłego nie błyskowego, ale refleksy światła zastanego tez potrafią utrudnić filmowanie, stąd dyfuzory i przeróżne blendy są wykorzystywane często.


Stabilizacja– to co dobre przy filmowaniu niekoniecznie jest dobre przy fotografii. Mrówki nie poddają się presji fotografującego by ich uwiecznić w świetle zastanym. Zamrożenie ruchu jest możliwe tylko przy użyciu lampy i ewentualnie w specyficznych sytuacjach związanych z temperatura otoczenia, ale o tym później. Poniżej przykłady w miarę czytelnych zdjęć wykonanych bez użycia lampy ze stabilizacją statywową. By rozwiać wątpliwości obie mrówki są martwe. Jedna pochodzi ze zbioru entomologicznego, zaś druga to zdjęcie martwej mrówki, która dokonała żywota siedząc na roślinie.


Jak widzicie to drugie zdjęcie tylko ze względu na kolorystykę i jako taką kompozycję jest przyzwoite, bo ostrości nie udało się utrzymać pomimo zastosowania statywu (ale z tego co pamiętam trochę wiało).
Niezrozumienie lub brak wiedzy na temat biologii mrówek – by je fotografować trzeba trochę o nich poczytać. doszedłem do tego wcale nie od razu. Ale szczęśliwie zacząłem się nimi zajmować tworząc mikro prace badawcze, co wymusiło oczywiście konieczność przynajmniej dostatecznego zrozumienia ich biologii (w tym z podziałem na gatunki) oraz umiejętności oznaczania gatunków. Co do tego drugiego, to zdecydowanie nie jest to łatwa dziedzina, stąd wiele informacji dotyczących występowania niektórych gatunków ląduje w sieci, bez sensownej weryfikacji gatunku i powoduje zamieszanie. Na te trochę powyżej 100 gatunków występujących w Polsce rzetelnie można oznaczyć bez specjalistycznego układu powiększającego zaledwie kilka procent spośród nich. Oczywiście nie ma to znaczenia w sytuacji prezentowania mrówki ,,jako takiej” bez dopisywania gatunku, mającej wzbudzić emocje w sferze estetycznej. Ale podpisywanie gatunku na ,,chybił trafił” jest trochę niedorzeczne. Sporo takich zdjęć się przebija w sieci i co gorsza spora ich ilość jest niepoprawnie oznaczona co do gatunku mrówki. O biologii i zachowaniu mrówek jeszcze będziemy rozmawiać..

Stosowanie ,,focus peakingu” i ostrzenie manualne – tak focus peaking jest wyjątkowo użyteczny w filmowaniu, gdzie oczywiście najczęściej w przypadku ostrzymy ręcznie. To użyteczne narzędzie, chociaż nie jest narzędziem doskonałym, często sporo komplikuje przy fotografowaniu mrówek. Podobnie samo ostrzenie manualne bez tego urządzenia. Wychowany byłem w kanonie kultu manualnego ustawiania ostrości przy zdjęciach makro. Ten ,,kult” wylazł mi bokiem przy fotografowaniu mrówek. Niestety tempo przemieszczania się mrówek jest znacznie większe niż reakcje mięśni moich palców na zmianę płaszczyzny ostrości. Oczywiście w przypadku mrówek które zatrzymują się i analizują sytuację w otoczeniu, lub obserwują zagrożenie, to wykonalne. Ale za szybką mrówką jest w stanie nadążyć jedynie autofocus i to nie zawsze. Ten autofokus wykorzystywany przy zdjęciach dużo lepiej sobie radzi, niż sie na początku wydawało. Oczywiście, chodzi tutaj o autofokus systemu Sony wraz z dedykowanym obiektywami do makro. ten temat wymusza podjęcie tematu zastosowania przeróżnych ,,budżetowych” zamienników szkieł makro. Mam na myśli pierścienie pośrednie, odwrócone obiektywy, nasadki zbliżające Raynox etc. To juz w drugim wpisie.

I jak na pierwszy wpis o mrówkach, by nie zanudzać nikogo, to wystarczy 😉
Do usłyszenia 🙂

