Co można nazwać etycznym fotografowaniem? Zadaję sobie to pytanie od pewnego czasu, mając na względzie głównie wykorzystywanie komercyjnych czatowni, do których z jednej strony zwabia się zwierzęta za pomocą permanentnego wykładania przynęty, a z drugiej strony zwabia się fotografów obiecując kontakt z przyrodą. To, że najczęściej to kontakt przez lustrzane szyby, przez które można sie non stop gapić na te same scenki rodzajowe zwabianych zwierząt, pokrywa sie welonem milczenia.. Można się gapić siedząc nie w namiotowej czatowni tylko na wygodnym krześle z miękką poduszką pod tyłkiem. I powiem od razu, nie jestem przeciwnikiem maskowania, namiotów do fotografowania, szałasów i innych doraźnych kryjówek. Ale po zapoznaniu sie z tematem i spróbowaniu stałem sie niechętny takim właśnie komercyjnym czatowniom, gdzie zwierzak musi przyjść lub przylecieć bo kilogramy wykładanego mięsa, kilogramy ziarna skutecznie wiążą zwierzę z danym miejscem. I nie będę sie tutaj rozwodził nad tym tematem, jako że szykuję oddzielny wpis o takim moim zdaniem bezsensownym fotografowaniu. Ale chwała wszystkim łazikom fotografującym nie z fotela na kółkach, tylko z tratwy, szałasów, siatek maskujących stojących po kolana w wodzie 🙂

Od razu i na wstępie zaznaczę, że wszystkie prezentowane w moich wpisach zdjęcia w tym także w tym, są mojego autorstwa i w przypadku dyskutowanych poniżej bezkręgowców zostały wykonane w środowisku naturalnym, a żaden owad czy pajęczak nie ucierpiał w żaden sposób !
Tym razem chciałem napisać o swoistej ,,patologii fotograficznej”, jaka jest aranżowanie scen z udziałem bezkręgowców. Celowo pomijam etykę w innych gałęziach makro fotografii jak fotografia roślin, czy grzybów, bo tam w zasadzie trudno o czymś takim mówić. Samo aranżowanie to nic strasznego, bo czyszczenie tła za pomocą kolorowego kawałka plastiku ustawionego za owadem czy pajęczakiem nijakiej wielkiej szkody zwierzęciu i środowisku nie czyni. Ale dochodzą do mnie pewne sygnały, że niekoniecznie i nie zawsze chodzi tylko o czyszczenie tła.

Jednym z głównych zarzutów jaki postawię jest zabieranie zwierząt ze środowiska naturalnego do domu i wykonywanie ujęć w warunkach studyjnych. To podobno wcale nie taki rzadki proceder.

Faktycznie niektóre zdjęcia mogą sprawiać wrażenie zdjęć ze zbyt optymalnie dobranymi parametrami, trudnymi do ogarnięcia w czasie zdjęć czysto terenowych. Zaciekawiony zacząłem wypytywać, oczywiście w dyskretny sposób, jak takie zdjęcia były wykonywane…Otóż doznałem lekkiego wstrząsu na pograniczu zapaści, gdy dowiedziałem się że całkiem spora rzesza miłośników makrofotografii bazuje na takich chorych pomysłach. A na czym one dokładnie polegają?

By sfotografować zwierzę w kontrolowanych warunkach, trzeba go najpierw odłowić. Nie będę wnikał w techniki, zapewne odległe od humanitarnych i czasami niezgodne z prawem, bo wiele gatunków bezkręgowców podlega czynnej ochronie. Transportowany najczęściej do miejsca zamieszkania fotografa zwierzak wiele do gadania nie ma. W domu czekają go ,,kontrolowane warunki”, czyli coś na kształt terrarium, albo jak nasz owad ma mniej szczęścia to małe pudełko o mlecznych ściankach, tak zwana ,,kliszówka”, w którym przy zastosowaniu odpowiednich technik można go sfotografować w warunkach z których nie ucieknie i będzie można powtarzać ujęcia. A przy okazji uzyskamy całkowite panowanie nad światłem.

Po ,,nasyceniu się” fotografią takiego więźnia, coś z nim trzeba zrobić, otóż o to dopytywałem się szczegółowo, najczęściej zwierzę ląduje na podokiennym trawniku, albo i w muszli klozetowej, bo jak zacytuję ,,kto by to trzymał i żywił” . O odwiezieniu jakiegoś biednego chrząszcza, czy skakuna na miejsce nikt nie wspomniał, wtedy by problemu w zasadzie nie było. Przecież ,,to tylko robak” jak usłyszałem. Zasłyszałem też relacje o rozkopywaniu mrowisk, w celach czysto merkantylnych, czyli handlowych. Otóż spora rzesza miłośników hodowli mrówek zachęcana jest do zakupów kolorowymi zdjęciami. Jeśli to zdjęcia zwierząt już hodowanych to w tym wielce zdrożnego działania nie ma. Zwierzę jest hodowane, ktoś wyciąga go z hodowlarki stawia na jakimś stole bezcieniowym i fotografuje. A jeśli trudno jest wyciągnąć z gniazda w hodowli królową, to łatwiej jest ja odłowić, oczywiście rujnując mrowisko. Przy okazji taka królowa stanowi łakomy kąsek do dalszej hodowli. O etyce w hodowli nie będę sie w tym wpisie wypowiadał. Temat mrówek zahacza o kwestie zdjęć stackowych czyli warstwowych składanych przez program. Zdjęcia takie czasami imponujące pod względem jakości to zdjęcia oczywiście martwego owada, najczęściej w przypadku mrówek jego głowy nabitej na szpilkę. Wiele wspólnego prócz walorów artystycznych, a czasami wartości naukowej (o ile jest wykonywana w tym celu) z fotografią przyrodnicza to nie ma. Takie zdjęcia warstwowe przedostają sie do opinii publicznej jako ,,genialne” często z zapytaniem pod moim adresem dlaczego moje tak nie wyglądają. Odpowiedź burzy często ułomne fundamenty wiedzy na temat zdjęć warstwowych i fotografowaniu owadów, o których 90% oglądających nie wie, że są martwe.

Oczywiście niektórzy nie żyją tylko z odrywania głów owadom, czy wynoszeniu ich do domów i spuszczaniu w toalecie po zakończonej sesji. Warsztat takich fotografów jest o wiele szerszy, polega między innymi na podtruwaniu złowionych owadów w środowisku i wykonywaniu zdjęć od razu w terenie. Repertuar jest bogaty, od zastosowania substancji schładzających jak chlorek etylu, co można uznać za ,,wyrafinowane działania” po schładzanie w turystycznych lodówkach, na truciu substancjami wykorzystywanymi w entomologii do u uśmiercania owadów. Wszystko po to by zrobić zdjęcie które zyska wielki poklask a czasami wygra jakąś nagrodę. Wszystkie i tak w 99% kończą się śmiercią owada in situ, zaraz po zrobieniu zdjęć. Wachlarz jest dosyć szeroki od łagodnych form immobilizacji w zasadzie nieszkodliwych polegających na nałożeniu na biegnącego owada właśnie tytułową ,,szczypawkę” czyli biegacza -plastikowego przeźroczystego kubka, który szkody nie czyni do bardziej radykalnych zabiegów jak wytrząsanie złowionego owada w butelce z wodą, co ma służyć jego immobilizacji a przy okazji nanieść malownicze na zdjęciach kropelki wody… Metod zasłyszałem sporo. Mając na względzie, ze niektórzy mogą czuć wyraźny dyskomfort po zasłyszeniu szczegółów, nie rozwijam listy ,,metod”. Przy tych wymienionych radykalnych, całkiem niewinne są spryskiwania wodą z rozpylacza ogrodniczego owadów, pająków i pajęczyn. Ale i grozę budzą pomysły jakoby wykorzystywane i u nas jak przyklejanie owadów szybko schnącymi klejami czy szpilkami … dodam, że w przypadku przyszpilania czy klejenia chodzi o owady żywe.

Takie informacje to zapewne to spory szok dla niektórych wchodzących w świat makro obrazu. Dla mnie też to był szok, pomimo, iż dawno rozpocząłem zabawę w makro. A to wszystko można doskonale zamienić na metody nieinwazyjne dla bezkręgowców, jak chociażby wykorzystanie chłodu poranka, prawdziwej naturalnej rosy, znajomość podstaw biologii danego gatunku, obserwacje dające wiedzę w tym zakresie, jak chociażby znajomość biologii grup owadów. Nie wszystko trzeba przenosić od razu na zdjęcie, a czasami wyjazd na którym sporo obserwowaliśmy a zdjęć nie zrobiliśmy jest bardziej radosny i wartościowy dla naszej wyobraźni i postrzegania otoczenia niż stosowanie barbarzyńskich metod, przy których nasz bezkręgowiec i tak straci życie w przyspieszonym tempie.

Nie tak dawno obejrzałem film, w którym prezentowano sylwetkę fotografa dzikiej przyrody, robiącego zdjęcia motyli, odławiając ich i puszczając przez złożony system elektroniczny oparty na detekcji laserowej. Wszystko bynajmniej nie dla celów naukowych, co można by usprawiedliwiać, ale dla celów ,,artystycznych” ujęcia motyla w locie. Jak sie domyślacie wylatujący motyl był dalej odławiany i przepuszczany przez tą ,,maszynę” aż poziom zdjęć nie zadowolił fotografującego. Nikt nie pokazał efektu końcowego odławianego do siatki kilkanaście razy motyla, ale zapewne do dalszego życia nie był juz zdolny. Ale to ,,tylko robak” albo ,,szczypawka” , ewentualnie ,,kakroć” (jak nazywa sie w spolszczonym angielskim karaczana). A owadów jest coraz mniej i mniej i już o tym napisałem kilka zdań, ubolewając nad tym co się wyrabia w środowisku naturalnym.
Szczęśliwie tacy fotografowie to margines, szeroki ale jednak margines. To że tacy ,,eksperci” osiągają powodzenie w świecie fotografii niekoniecznie jest tożsame z rozumieniem przez nich świata, który ich otacza, nawet tego, który uwieczniają na zdjęciach. To samo ma się z wielką rzeszą fotografów kręgowców, niewielu pośród nich cokolwiek czyta o ptakach, czy ssakach, będących dla nich tylko obiektami. Często ważny jest sam ,,gatunek” jego ,,zaliczenie” i ten sam gatunek uwieczniany na tysiącach zdjęć jednego dnia w różnych a czasami tych samych pozach.

Kiedyś obudzimy sie w świecie, w którym dla ,,lajków” i pochlebstw, dla szybkiego poklasku ludzie zdolni będą do każdej manipulacji, oszustwa w tym stosowania przekłamywania rzeczywistości. Tworząc nieprawdziwe obrazy istot, które w wyniku tych manipulacji giną i nikt nie widzi w tym niczego złego. Nie będziemy podziwiać piękna przyrody na zdjęciach, tylko zmanipulowany obraz tworzony pod efekt ,,wow”. Nie zastanawiamy sie że za wieloma zdjęciami kryje sie dramat małych istot, których jedynym przewinieniem było to że są fotogeniczne i to że się urodziły jako ,,robaki”. dojdziemy do wniosku, że ptaki miały jednak więcej szczęścia. A może już w takim świecie tkwimy? Reszty dokona AI, może w takiej sytuacji bez szkody dla ,,szczypawek”.
Ale nam chyba nie o taką fotografię przyrodniczą chodzi, prawda?


