
Tak, powiemy kilka zdań o ,,wyższości” pojmowanej przez zdeklarowanych miłośników ptaków i ssaków fotografowania tych zwierząt nad fotografią stworzeń iście odmiennych, bo bezkręgowych, określanych pogardliwym mianem ,,robactwa”. Tak jesteśmy skonstruowani, że większe emocje wzbudzają w człowieku przedstawiciele filogenetycznie pokrewnych grup zwierząt, zwłaszcza stałocieplnych. Widząc typowego drapieżnika jakim jest wilk, patrzymy na niego na ogół z większą sympatią (zwłaszcza gdy jest młody)niż na jakiegoś owada ( tez zwłaszcza gdy jest młody w stadium larwy czy poczwarki), choćby nie wiem jak był przyjazny i kolorowy. prawdopodobnie z tego przekonania wychodzi wiele osób, w tym i fotografujących przyrodę.
Całe to gadanie oczywiście przypomina dyskusję ,,o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy”. O dziwo, a może wcale nie o dziwo, to domena naszych rodaków, pragnących mieć jak zwykle więcej i lepiej, czyli przenosi się to na język fotograficzny więcej lajków i ładniejszych zdjęć. Dlatego nie zachwycają tak bardzo zdjęcia chrząszczy w tak jak wypromowane zdjęcia myszołowa sprzed czatowni w towarzystwie sroki rozdziobujących kawałek świńskiego kręgosłupa ze sklepu mięsnego – oczywiście kręgosłup jest usunięty z kadru trakcie obróbki zdjęć.
Jak coś ( w znaczeniu zdjęcia) pokazywać, to ważne żeby było akceptowalne i ,,lajkowalne”. Zresztą tak naprawdę, dużo łatwiej jest zrobić dobre zdjęcie ptaka czy ssaka niż mrówki. A wydawać by sie mogło, że przecież te ,,robale” to są wszędzie i naprawdę łatwo się je fotografuje.

Swego czasu odbierając jakąś nagrodę w konkursie fotograficznym ( za zdjęcie oczywiście owadów) usłyszałem takie stwierdzenie z ust ,,sławnego fotografa”, który był w jury. Uważał, że znacznie trudniej jest zrobić zdjęcie jelenia przechodzącego przez rzekę w tym samym miejscu codziennie, niż zdjęcie przedstawiające kopulujące owady na roślinie, które przy 30 stopniowym upale w nieskoordynowany sposób ,,wiją” się w godowym tańcu. Zdjęcie poniżej.

W oparciu o rozumowanie, ze owady są wszędzie i czekają w bezruchu aż ktoś im zrobi zdjęcie, to i owszem miał rację, ale jest to zgoła absurdalne rozumowanie. Nie neguję warsztatu i osiągnięć człowieka, który oceniał w konkursie zdjęcia, ale neguję jego wiedzę biologiczną, ponieważ od razu dało się dostrzec sposób rozumowania, że na swój sposób makro to jednak coś odmiennego wręcz nieskończenie łatwego i nie ukrywajmy gorszego niż siedzenie w namiocie i czekanie na jelenia, który i tak przyjdzie jak nie dzisaij to jutro. O ile zdjęcia robione ptakom czy ssakom w warunkach podchodu, w przypadku chociażby wilków czy niedźwiedzi oraz płochliwych ptaków jest skomplikowane, to nie ma żadnych komplikacji w przypadku siedzenia w cieplej czatowni i fotografowaniu zanęconych mięsem wilków czy kukurydzą niedźwiedzi. Ostatnio ktoś wreszcie zaczął dobierać się do prowadzących takie komercyjne usługi. Usługi z których też kiedyś korzystałem chociaż poszedłem po rozum do głowy i odpuściłem sobie takie rozrywki, co zresztą opisałem na tym blogu. Co do tej awantury, to można sie zapoznać ze szczegółami na stronie FB Pani Elizy Kowalczyk (brawo!!) oraz przeczytać poniżej stanowisko Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Do przemyślenia przez fotografujących wabione jedzeniem zwierzęta.
Oczywiście proszę nie interpretować że jest przeciwnikiem używania różnych schronień i czatowni, technik fotografowania z ukrycia chodzi tylko o nieetyczne wykorzystywanie przynęty, wykładanie ,,porcji rosołowych” lekko przeterminowanych, odpadów produkcyjnych z zakładów mięsnych etc. . Bo nikt by nie miał nic przeciwko temu, żeby czatownie sobie były, tylko chodzi o wabienie zwierząt. No ale odbiegamy nieco od tematu. To znaczy odbiegamy i nie odbiegamy, bo nurt specyficznej ,,wyższości” oczywiście tylko niektórych fotografów, co chcę podkreślić wynika i z nurtu ,,czatowniano- wabieniowego” że użyję takiej egzotycznej konstrukcji słownej. W przypadku fotografii bezkręgowców czyli fotografii makro i zbliżeniowej, opieramy sie na przypadkowości napotkania niektórych gatunków, bo po prawdzie poza owadami społecznymi, co do których wiemy, że skoro założyły gniazdo w tym czy tamtym miejscu i jak ktoś nie rozwalił przykładowo mrowiska, to możemy zaplanować cokolwiek, podobnie jak ktoś nie ,,opróżnił” pajęczyny z pająka, co nie jest wcale rzadkie – mam na myśli naturalne procesy, jako że sporo gatunków kręgowców je konsumuje.

Jak wiemy czatownia w przypadku owadów jest niepotrzebna 😉 Mamy więc czysto przypadkową sytuacje, że owada napotkamy lub nie, podejdziemy go lub nie i jeszcze zadziała odpowiednie światło, lub go dostarczymy lampą błyskową, lub nam się to nie uda. Nie jest to proces prosty i nieskomplikowany, a niektóre naprawdę rzadkie gatunki owadów są ekstremalnie trudne do napotkania i gdy to się uda, robi dużo większe wrażenie niż fotografia tego samego, tylko co roku bardziej grubego niedźwiedzia bieszczadzkiego, którego zdjęcia każdy zamieszcza. Nie oznacza to, ze ja nie robię zdjęć ptaków, owszem, robię i ptaki i ssaki, jak i resztę kręgowców nie gardząc rzecz jasna fotografiami roślin. Ale daleki jestem od klasyfikowania fotografów na mniej lub bardziej ,,szlachetnych” w oparciu o to co fotografują. Ale naprawdę jedyna różnica to różnica w wadze samego zestawu do fotografowania, który w przypadku zestaw makro jest zdecydowanie lżejszy. Chociaż biorąc pod uwagę obniżoną wagę nowoczesnych teleobiektywów to nie do końca mam przekonanie, że tak właśnie jest.

A obiekt mały z reguły w warunkach zacienienia musi być doświetlony, bo zdjęcie nam nie wyjdzie. Mamy więc składową niepewności, do których można jeszcze dodać warunki pogodowe jak zachmurzenia, opady atmosferyczne, niskie temperatury (skutecznie immobilizujące niektóre gatunki, które nie wychodzą przy złej pogodzie z doraźnych kryjówek).

Warunki takie, które owszem utrudniają fotografowanie kręgowców również, ale nie w takim stopniu jak bezkręgowców. Czyli nie jest tak, że zawsze uda nam sie zrobić zdjęcia na odpowiednim i akceptowalnym poziomie, a gdy założymy fotografowanie dokumentalne rzadkich gatunków, to może wcale sie nie udać.. Wynika z tego, że łatwo nie jest, a czasami jest nawet bardzo trudno. Stąd kąśliwe uwagi o ,, fotografach robactwa” są mocno niesprawiedliwe. Są i inne uwagi, jako, że niektórzy traktują fotografię makro jako zajęcie dla osób które nie mogą juz dźwigać teleobiektywów, ani nie mają ochoty i siły na długie wyprawy. Stąd się biorą takie określenia jak ,,zajmę się makro jak już nie dam rady nosić teleobiektywu”, lub wręcz ,,na starość zajmę sie robactwem”.

Złożenie takich czynników stawia niesprawiedliwie osądy o makrofotografii jako czymś gorszym. Nie wymyślam, bo wiele razy takie słuchy do mnie dochodziły na wycieczkach, na których miałem okazję pokazywać swoje zdjęcia makro 🙂 A jak wygląda sprawa w rzeczywistości? Zgoła odwrotnie co do zasad opisanych powyżej. To starsi ludzie, często schorowani okupują turnusy dla fotografów ptaków, żeby spokojnie posiedzieć w wygodnym fotelu czatowni, albo fotografują z samochodów, ambon, a po krzakach za owadami biegają młodzi ludzie. Może nie wszyscy młodzi ciałem, ale duchem to i owszem 🙂 No i na tyle sprawni, by przykucnąć, uklęknąć porobić zdjęcia i pomaszerować dalej.

Więc wypowiadając jakieś osądy trzeba mieć na względzie, że do fotografowania bezkręgowców trzeba mieć i większą wiedzę bo nie wystarczy sam głos ptaka identyfikowany w aplikacji Merlina, czy odcisk łapy ssaka. Trzeba znać i biologię owadów i pająków, ekologię, a także orientować się w bardzo szerokim zakresie układów w tym ekosystemie.

A na marginesie to największą przewagą makro nad fotami ptaków, to fakt iż nie trzeba zrywać się w środku nocy, a także nie trzeba biegać i odmrażać nosa w zimie w pogoni za chociażby sikorkami 😉 Chociaż i tutaj sporo jest do przedyskutowania, a wiosna tuż tuż…..


