W krainie ,,ognistego jaszczura”, czyli słów kilka o salamandrach..

Oczywiście salamandra plamista, bo o niej mówimy nie jest jaszczurką, tylko płazem. Powszechnie znana i chyba na szczęście, jako, że rozpoznawalna nie pada aż tak często ofiarą ludzi. No ale złą renomę wynikającą z ludowych zabobonów ma 🙂 Przypisywano jej zdolności gaszenia ognia, ale i wierzono że jest ,,zrodzona z ognia”. Te zabobony mają zapewne związek z wrzucaniem do ognia kłód drewna z zimującymi salamandrami, które pod wpływem gorąca z tych płonących kłód uciekały. No i oczywiście złą sławą owiane wydzieliny gruczołów skórnych, które wedle legend potrafiły zabić przy ugryzieniu, spowodować wypadanie włosów czy gnicie ciała 🙂 No ale wracając do tematu, którym jest to urocze ale niestety zagrożone wyginięciem zwierzątko…

Moje pierwsze spotkanie z salamandrami miało miejsce w Bieszczadach, jakieś 50 lat temu.

Dla mieszkańca nizin, spotkanie z takim górskim zwierzątkiem było przeżyciem i to nie lada. Wtedy wydawało mi się, że nie uda sie go już zobaczyć, ale okazało sie że w pewnych miejscach jak chociażby w Zachodnich Bieszczadach, jest spora szansa na jego (jej) napotkanie.

Nie bez powodu chciałem napisać kilka słów o salamandrze właśnie teraz, pod koniec października, który jest okresem wzmożonej wędrówki salamander na miejsca zimowania. Nie są to typowe ,, budowane zimowiska” dla większych grup tych zwierząt, chociaz zbiorowe zimowanie u nich to norma. Widok salamander na październikowych beskidzkich szlakach nie jest jak juz napisałem rzadkim wydarzeniem. Wpasowując się w okres spadków temperatury otoczenia, poszukują one właśnie w tym czasie miejsc by spokojnie przeczekać zimę.

Zakopują się pod korzeniami na spore głębokości, gdzie mróz nie sięga. Prócz ziemnych miejsc korzystnych dla ich diapauzy, salamandry lubią próchno – spróchniałe kłody drzew, a także dziuple z dużą ilością próchna i liści. Salamandra w Polsce rozsiedlona jest przede wszystkim w pasie Sudetów i Karpat. No i na przedgórzach. Osobiście poszukiwałem jej wielokrotnie na Roztoczu – bez powodzenia. Chociaż jak czytałem jakieś próby (nieudane) jej introdukcji były, nie tylko na Roztoczu. Co spowodowało, że nie mogły wytworzyć stabilnej populacji poza miejscem ciągłego występowania?

Moim zdaniem była to kwestia wody. A raczej jej braku, o czym wielokrotnie pisałem. Introdukcja płazów przy tak katastrofalnej suszy hydrologicznej jest z góry skazana na niepowodzenie. A może tych czynników było jednak więcej? Sporo czytamy o patogennych dla płazów ogoniastych grzybach – Batrachochytrium salamandrivorans. To bardzo niebezpieczne grzyby, które wywołują chorobę zwana chytridiomikozą. Ten gatunek grzyba niestety występuje w Polsce i jest wybitnie niebezpieczny dla salamander i traszek.

Salamandra plamista do rozrodu potrzebuje wody. I to czystej wody.. Gody odbywają sie często właśnie jesienią, a czasami wiosną i latem. Zapłodniona samica składa w pełni ukształtowane larwy prosto do wody wiosną (chociaż możliwa jest jajożyworodność, w której larwy wylegają się bezpośrednio po złożeniu do wody jaj), jako, że okres zimowy ciężarne samice spędzają na odpoczynku, to często widujemy takie właśnie ,,grubiutkie” salamandry w październiku, jak ociężale przemieszczają się poszukując miejsca na zimowanie. Sama ciąża może trwać nawet 5- 12 miesięcy !!

Oczywiście woda do której składa larwy nie może przypominać brudnej kałuży z rozpuszczoną połową tablicy Mendelejewa i zanieczyszczeniami produktami ropopochodnymi czy nawozami. Stąd czysta przepływająca woda, taka, jaką spotykamy w górach jest dla nich optymalnym miejscem.

A takiej wody próżno szukać na równinach. Strumyki z małymi zatoczkami, w których woda zwalnia, małe jeziorka. Tego jej potrzeba 🙂

Salamandry na swój sposób informują wszystkie potencjalne drapieżniki z człowiekiem włącznie, że są mówiąc oględnie niejadalne. Wydzielina gruczołów skórnych przyusznic i grzbietu (salamandryna) jest silnie drażniąca, a wręcz nawet toksyczna przy wtarciu w błony śluzowe może przysporzyć wiele problemów natury zdrowotnej. Nie opisuję tutaj połknięcia salamandry przez zwierzęta (przez człowieka to już sobie tego nie wyobrażam, chociaz nic mnie nie zdziwi) , jako, że taka degustacja może sie zakończyć bardzo źle i może to być ostatnia degustacja w życiu..

Ostrzegające kolory ( nie ma dwóch identycznie ubarwionych osobników) żółte i pomarańczowe plamy, skutecznie zniechęcają drapieżniki do ataku. Niemniej jakiś wrogów odpornych na wydzielinę możemy sie dopatrzeć, są ryby skorupiaki, które sobie gwizdają na salamandrynę, no oczywiście o ile maja czym gwizdać 😉

A jak z fotografowaniem… No tak, problemem wielkim to nie jest i bez specjalnych zabiegów udaje się zwierzątko fotografować. Nie powinno sie jej przenosić w inne miejsca, chociaz wielokrotnie to robiłem przenosząc ja na pobocze na drodze z ruchem samochodowym, czy rowerowym. Spontaniczne przeniesienia na górskim szlaku w obawie przed jej rozdeptaniem przez podążający za moimi placami tabun wycieczkowy też sie zdarzały. Nigdy nie doznałem uszczerbku na zdrowiu wywołanego wydzieliną gruczołów, widocznie zwierzątka nie uznały tego jako zagrożenie, chociaż chyba nie były świadome moich intencji 🙂

W każdym razie fotografowanie nie jest czymś skomplikowanym nawet niekoniecznie potrzebny jest obiektyw makro, chyba że dla podkreślenia szczegółów budowy. By nie stresować zwierzątka, nie należy go również ,,odkurzać” z ziemi czy innych zabrudzeń, bo może to go trochę denerwować. Takiego ,,brudaska” prezentuje na zdjęciach poniżej. Jest uroczy 🙂

Fotograf może mieć potrzebę wykorzystania dyfuzora, jako, ze salamandry są połyskliwe, i trzeba unikać refleksów światła. Zwierzątko często zamiera i daj sie fotografować bez problemów, nie ganiajmy za nim, tylko starajmy się unikać gwałtownych ruchów przy kadrowaniu i sukces będzie murowany 🙂 Można zastosować rzecz jasna filtr polaryzacyjny, który może sporo pomóc, ale jak wiemy trochę światła też zabierze, cos za coś… A jak się nie uda sfotografować to w każdym razie możemy się nacieszyć tym zwierzątkiem i jego obserwacją, co jest zawsze wartością dodaną. Mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy go podziwiać na górskich, w tym oczywiście i na bieszczadzkich szlakach.

Do usłyszenia !

Please follow and like us:
Pin Share

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

RSS
Follow by Email