Wszyscy miłośnicy przyrody, a juz z pewnością miłośnicy ptaków znają kowalika. Jest on tak często spotykany, że dodaje sie do polskiej nazwy określenie ,,zwyczajny”. Zwyczajny a może nie tak bardzo. Mało kto wie, że euroazjatycki gatunek kowalika zawiera w sobie ponad dwadzieścia podgatunków !
W naszym kraju przebiega granica pomiędzy występowaniem dwóch z nich. Kowalika zwyczajnego i kowalika skandynawskiego.

Jak doskonale wiemy, ranga taksonomiczna podgatunku niesie wiele kontrowersji, zwłaszcza w sytuacji trudnych do ścisłego zdefiniowania wyróżniających podgatunek cech. Pomimo rozdzielenia na podgatunki kowalika według wszelkich biologicznych prawideł jest on w dalszym ciągu w stanie krzyżować sie i dawać płodne potomstwo. Tak mówi teoria, ale w praktyce rozdzielenie na podgatunki jest wstępem do specjacji czyli wytworzenia oddzielnych gatunków. Samo krzyżowanie podgatunków (sam jestem ciekawy czy ktoś takie badania prowadził w odniesieniu do kowalika) może mieć pozytywny wpływ, zaś tworzenie hybryd w efekcie może prowadzić do heterozji – rozumianej jako zwiększenie ,,wydajności” populacji. Tematu nie będę rozwijał, bo zrobią sie nam dyskusje naukowe w zwykłym wpisie.

Osobiście w tym roku zwróciłem uwagę na kowalika na wyprawie fotograficznej do Norwegii, która podsumowałem we wpisie link poniżej
Jeden z kolegów uczestniczący w wycieczce, zwrócił uwagę na jasne upierzenie brzuszka fotografowanych kowalików. Na szperanie na temat tego ubarwienia przyszedł czas niedawno, w trakcie obróbki zdjęć. Faktycznie piórka kowalików norweskich zdecydowanie były jaśniejsze.

Analiza innych zdjęć wykonanych w Białowieży wskazywała w niektórych przypadkach tą samą cechę. Ale w zbiorach posiadam zdjęcia kowalików białowieskich z pomarańczowymi piórkami na brzuszku. Stąd moja uwaga o możliwości krzyżowania się obu podgatunków. Zapewne granica pomiędzy oboma podgatunkami przebiega dokładnie przez naszą północną Polskę. Możliwe, że procesy specjacyjne w odniesieniu do obu podgatunków wytworzyły jednak pewne bariery rozrodcze, stąd oba podgatunki funkcjonują i jednak sie nie krzyżują. Tego jednak bez badań genetycznych się nie dowiemy., ale na koniec kilka zdjęć, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że niektóre piórka na brzuszku stanowią jakby uśrednienie cech obu podgatunków…..





Z jakim podgatunkiem nie mielibyśmy do czynienia, to urok tego małego ptaszka jest przeogromny, a powszechność występowania i możliwość obserwacji jest moim zdaniem powodem do wielkiego zadowolenia, oby jak najdłużej 🙂

