Nie będzie to wpis o przepisach kulinarnych. A ,,świąteczne” niekoniecznie musi oznaczać bożonarodzeniowe powiązania.
Raz do roku obchodzimy święto, wolne od pracy, święto refleksji nad tymi, którzy odeszli. Odwiecznym rytuałem Polaków, jest podróżowanie na cmentarze. Przyjęło się to do tego stopnia, że z dużym prawdopodobieństwem, ze względu na masowość tych wyjazdów na groby, możemy przyjąć założenie, że w lesie nie spotkamy nikogo. Oczywiście o tej porze roku, poza wyrafinowanymi grzybiarzami, których jest coraz mniej, zbierającymi opieńki i tak nie napotkalibyśmy tłumów sprzed 3-4 tygodni, z okresu wysypu grzybów. Las o tej porze nie wygląda juz tak malowniczo, liście opadły, powiedzielibyśmy, że to koniec fotografowania w skali makro….

A wcale tak nie jest 🙂 Oczywiście większość naszych modeli skali makro jest już niedostępnych, jako, że spora część sobie smacznie śpi, jak nie w stadium larwy czy poczwarki a nawet imago. Czekają sobie na wiosenne ciepło. Nie oznacza to, że idąc do lasu na taki refleksyjny spacer powinniśmy zrezygnować z obiektywu do fotografii makro, czy też obiektywu do fotografii zbliżeniowej. Fotografia zbliżeniowa bardziej oddaje charakter fotografiom grzybów, bo o nich powiemy parę słów. A co do fotografii zbliżeniowej, to mądre głowy twierdzą, że to co nie jest odwzorowaniem 1:1 tylko mniejszym nie jest makrofotografią. Definicje definicjami a fotografia fotografią. Ja sie nie zawsze zgadzam z przeróżnymi definicjami głoszonymi przez ,,mądre głowy”.

My jesteśmy w pustym lesie, aż tu nagle… naszym oczom ukazuje się mnogość grzybów, bo sezon na te znane jadalne co prawda sie prawie skończył, ale tak po prawdzie na inne grzyby, te które przecież też można fotografować (a niektóre też jeść o czym mało kto wie) – nie kończy sie nigdy 🙂

Huby porastają drzewa przez cały rok, a czasami w zimie zdjęcia im robione dostają ,,skrzydeł” barw i kontraście z białym śniegiem wyglądają uroczo. A i grzyby kapeluszowe dzielnie sobie radzą. Nie opisuję tutaj gatunków sfotografowanych przeze mnie grzybów, koncentrując się na samych zdjęciach bez determinacyjnych dywagacji.

Nie napiszę, gdzie szukać grzybów w listopadzie, bo juz ze zdjęć widać, że zwalone kłody drzew, pniaki, gałęzie są dla nich wymarzonym siedliskiem.

Czasami wysypy jesiennych grzybów są tak masowe, ze aż budzi to zdumienie. Nie ma w tym niczego dziwnego, jako, że właśnie wtedy otrzymują ,,dar niebios” w postaci skąpo u nas padającego deszczu.


Wciśnięte i wtulone w mech, który akumuluje wodę niczym gąbka, nieruszane przez grzybiarzy, trwają sobie ku uciesze nielicznych spacerowiczów i miłośników przyrody, w tym rzecz jasna i fotografów 🙂

Ale, ale.. czy możemy liczyć tylko na grzyby jesienno-zimową porą? Otóż nie! Poniższe zdjęcia przeczą obiegowym opiniom, że owadów jesienią nie spotkamy. Nie można zagwarantować obecności mrówek, gdy temperatura spadnie poniżej zera, ale przy cieplejszych epizodach grudniowych można je jeszcze napotkać, i co jest bardzo ważne dla fotografów, są one mniej ruchliwe i bardziej skore do ,,współpracy”. O tych mrówczych aktywnościach opowiadamy w cyklu o fotografowaniu i filmowaniu mrówek – dla chętnych do przeczytania linki poniżej.
Jesień gwarantuje również mniejszy udział zmęczenia wywołanego upałami, mniejsze obciążenie organizmu i w ogólnej ocenie to wspaniały okres dla miłośników fotografii.

Tym razem również, czyli w ostatnia sobotę – 1 listopada, dopisały mrówki. To oczywiście gatunek – mrówka ćmawa Formica polyctena, którego to przedstawicielki wyjątkowo chętnie współpracowały ze mną.

Prócz mrówek zabłąkał sie i przedstawiciel rodziny gąsienicznikowatych – Ichneumonidae, przeciekawej grupy owadów, mających apetyt na składanie jaj w ciele larw innego gatunku, których są parazytoidami. Zdjęcie niestety nie oddaje urody tego owada, ponieważ jego pojawienie zbiegło sie z momentem wyciągania lampy błyskowej z plecaka, więc zdjęcia robiłem w świetle zastanym, miałem raptem do dyspozycji parę sekund….

Dla ciekawych zamieszczę poniżej zdjęcie przedstawiciela rodziny Ichneumonidae w całej okazałości zrobione późną wiosną. bardzo długie pokładełko umożliwia precyzyjne umieszczenie jaja w ciele ofiary, która nieświadoma żeruje sobie w drewnie…

A i ciepłymi zimami, gdy pokrywa śniegu nie zakryje mchów można pokusić sie o szukanie w nich życia, bardzo bogatego -gdy spojrzymy na nie z niewielkiej odległości, czasami nawet kusząc sie na zdjęcia w skali ultra makro 🙂


I bez żadnych ograniczeń, gdy przyjrzymy sie bliżej zobaczymy kwitnące życie, które tak naprawdę nigdy sie nie kończy, tylko przemija zmieniając formę egzystencji. Gdy dojdziemy do takich wniosków, wszystko stanie sie jasne i klarowne i strach przed przemijaniem sie skończy. Szybciej dojdziemy do takich przemyśleń podczas jesiennego spaceru, niż na zatłoczonym parkingu pod cmentarzem, przepychając się pomiędzy ludźmi objuczonymi zniczami i cmentarnymi chryzantemami. Bo by powspominać bliskich którzy odeszli, potrzeba refleksji i wyciszenia. Wyciszenia które może dać jedynie jesienny las.


