Smukły jak ..czapla, słów kilka o czapli siwej, czyli jak podejść takiego smukłego drapieżnika ;-)

Chciałbym być szczupły jak czapla. Całkiem serio, filigranowe ptaki, jakimi są czaple od dawna mnie zachwycają. Nie tylko ich sylwetka ale i na swój sposób gracja z jaką polują. Bo jeśli ktoś nie wie, czapla to prawdziwy zabójca. A zjada prócz ryb, stanowiących główny składnik jej pożywienia praktycznie wszystkie zwierzęce organizmy które zmieszczą jej się w przełyku, w skrajnych ,,głodowych” okolicznościach nawet młode ptaki.

Ale, rzecz o czapli siwej, to głównie rzecz o jej podchodzeniu oczywiście w celu uwiecznienia na zdjęciach. Niestety zazwyczaj nieudanym. Podejść czaple nie jest łatwo, łatwiej zrobić przyzwoite zdjęcie z jakiejś czatowni, namiotu czy korzystając z dobrego maskowania. Przyznam, ze nie jestem zadowolony z moich prób fotografowania czapli siwej, białej zresztą też. Wszystkie zdjęcia uwidaczniają spory dystans odległości z jakim przyszło i przychodzi mi sie mierzyć przy próbie jej fotografowania. Czapla siwa z pozoru stateczna, jest wyjątkowo płochliwa i zazwyczaj przy próbach zbliżenia, natychmiast podrywa sie do lotu, dodajmy że w locie odwraca się do nas ogonem, więc na przyzwoite kadry lecącej w naszym kierunku czapli nie ma co liczyć. Rzadko ustawia sie bokiem, wtedy można zrobić jakieś w miarę sensowne ujęcie.

Wielokrotnie próbowałem szczęścia z podchodzeniem, prawie zawsze ptak uciekał dużo szybciej niż zdążyłem unieść aparat do oka. Jedyne zdjęcia jakie zrobiłem przy krótszym dystansie pochodzą z czatowni przenośnych, namiotowych i raz z czatowni stacjonarnej.

Czatownie stacjonarne a zwłaszcza komercyjne z udogodnieniami typu lustrzane szyby wyszły z kręgu moich zainteresowań ze względu na sztuczność aranżowanych scen, praktycznie powtarzalnych i po prostu nudnych ujęć w tym samym otoczeniu, co od razu rzuca sie w oczy. Niemniej dla osób nie mogących sie poruszać po terenie, często ze względu na wiek, czy choroby to jedna z niewielu możliwości obcowania z przyrodą, przypominającą co prawda fotografowanie w ogrodzie zoologicznym z jednej strony, ale i umożliwiającą obserwacje często naprawdę rzadkich ptaków, których byśmy nie podeszli nigdy. O ile jeśli jedyną możliwością jest zapłacenie za korzystanie z takiej czatowni i obejrzenie unikalnych gatunków to zgoda, ale fotografowanie pospolitych gatunków siedząc w fotelu w budce zaopatrzonej w lustrzane szyby i wszelkie udogodnienia po kilku wyjazdach wydało mi się nieporozumieniem. Zwłaszcza, że korzystanie z takich ,,udogodnień” nie należy do tanich, ale kto zabroni bogatemu trwonić pieniądze 😉 Też kiedyś zrobiłem takie zdjęcie w czatowni komercyjnej- poniżej- wcale się go nie wstydzę, pod względem technicznym, ale niesmak innego typu pozostał.

Po tych wynurzeniach natury ,,kaca moralnego” po fotografowaniu zwabionego przed budkę z fotelami i lustrzanymi szybami ptaka, przejdźmy do technicznych trudności podchodzenia na jakie napotkałem. Odległość jest kluczowa, a tolerowany dystans pomiędzy nami a czaplą jest spory, chociaż nie da sie go wyliczyć dokładnie w metrach. Co za tym idzie jeżeli chcemy zachować możliwość zrobienia zdjęcia a nie mamy możliwości niezauważalnego dla ptaka podejścia to musimy zadbać o odpowiednio długa ogniskową. Myślę, że 600 mm to minimum, pozwalające na ujęcie ,,środowiskowe”, czyli takie ładne ujęcie z ptaszkiem niekoniecznie wielkim ale wpasowanym w otoczenie i na tyle czytelnym, że wiemy ze to czapla siwa 😉 Dodatkowo cropowanie jest tutaj prawie zawsze konieczne. O takie zdjęcia ,,środowiskowe” wrzucam poniżej.

Jak sami widzicie, zdjęcia są naprawdę mocno cropowane i wszystkie robione przy ogniskowej 600 mm. Ma to wpływ na jakość, ponieważ nie zadbałem o ważny element, niezbędny przy długich ogniskowych – jakim jest statyw. Po prostu go nie mam zazwyczaj ze sobą i często wykorzystywałem plecak jako podparcie, co nie zawsze przynosi dobre efekty. Jakość jaka jest taka jest, bo by była lepsza i crop mniejszy, to trzeba by podejść bliżej. A żeby podejść to trzeba uświadomić sobie, że musimy uwzględnić dwa czynniki, czyli po pierwsze często wilgotne środowisko rozlewisk, nadbrzeżnych trzcinowisk, co wymusza zabezpieczenie nóg jakimiś kaloszami a najlepiej woderami, oraz maskowanie na tyle zlewające się z otoczeniem, że nie spłoszy zwierzęcia przy bardzo wolnym podchodzeniu. O bieganiu mowy nie ma 🙂 A czy sie da podejść? Pewnie tak chociaż nie ma co liczyć na jakieś ,,fajerwerki” Mnie sprawdziła się bardzo udana peleryna-namiot produkcji ,,HUGA Nature”, dlaczego mam nie zareklamować skoro sie sprawdza 🙂 Co prawda nie udało się podejść zbyt blisko, ale na tyle, że spłoszona czapla dała się sfotografować w locie i to dosyć blisko a na dodatek bokiem – ogniskowa 420 mm 🙂 poniżej.

Czasami same zwierzęta zajęte sobą pozwalają trochę sie zbliżyć…poniżej jakaś konkretna ptasia ,,sprzeczka”, widocznie mniej ich obchodził jakiś gość w okularach z obiektywem. Musiała to być ostra sprzeczka 😉

A bywa i tak, że w dużym skupisku czują się w miarę pewnie i wcale nie wykazują tendencji ucieczkowych .

Oczywiście optymalne jest postawienie namiotowej czatowni, albo jakiegoś szałasu w miejscu gdzie możemy je napotkać, jak chociażby nad brzegami rzek, w lekkich zakolach rzecznych, z większą ilością trzciny. Warunkiem jest stawianie czatowni w absolutnej ciemności, bo wystarczy niewiele światła porannego, a czaple płoszą się i odlatują. Przerabiałem to wielokrotnie. Niestety najczęściej przyjeżdżałem zbyt późno i jedyne co widziałem to spektakularne odloty ptaków, ale to wcale nie zraża, bo jest wyzwaniem, nie za każdym razem musi nam sie udać takie fajne ujęcie. A czasami wolny spacer z przewieszonym aparatem przez ramię i bez żadnego podkradania się daje całkiem znośne efekty, chociaz oczywiście te najładniejsze wychodzą w dobrych warunkach oświetleniowych a nie stuprocentowym zachmurzeniu jak te poniżej.

Nie rozpisywałem się tutaj na temat czapli białej, kiedyś rzadko spotykanej, a w tej chwili dosyć powszechnie występującej, jak również rarytasów ptasich jak czaple modronosa, purpurowa, złotawa, czy nadobna, bo one wymagają oddzielnych wpisów, a wielu z nich pewnie nie uda sie obserwować na co dzień przynajmniej w najbliższym czasie. Cóż dodać na zakończenie. Fascynujący gatunek, a w zasadzie pospolity i jak pospolity tak trudny do podchodzenia. Smukły ptaszek, dla fotek którego niejednokrotnie właziłem w trzciny pełne latających niemiłych owadów, z nadzieją na ,,ujęcie życia”, by po żmudnym podchodzeniu zobaczyć jedynie sterówki ogona odlatującego ptaszka. Ptaszek, któremu poświęciłem też kilka ujęć filmowych, ciągle czekających na montaż, który sie opóźnia, bo ciągle brakuje jakiegoś ujęcia…, bo ciężko podejść… Może w przyszłym roku sie uda 🙂

Please follow and like us:
Pin Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

RSS
Follow by Email