Największe fotograficzne rozczarowania roku 2025

By przybliżyć dosyć enigmatyczny wpis, chciałbym od razu dodać, że będzie to wpis podsumowujący pewien etap w moim fotograficznym życiu obejmujący miniony rok, który uważam za rozczarowanie. Nie ukrywam, że dotyczy to w pewnym sensie sposobu na robienie zdjęć. Otóż największym rozczarowaniem zeszłorocznych zdjęć są wyjazdy fotograficzne organizowane przez biura podróży. Powiem, nie chodzi tutaj o konkretne biura czy też biuro. Nie ma to znaczenia, czy rozczarowanie przeżywacie w biurze X czy Y. Rozczarowanie to rozczarowanie, niesmak. Pozostaje nadzieja, że są biura organizujące turystykę fotograficzną rzetelnie i uczciwie podchodzące do zagadnienia. Na razie z tych biur organizujących wycieczki zagraniczne zrezygnowałem. Nie wiem czy z tej traumy wyjdę. Szczęśliwie pojawiają sie nowe biura umożliwiające bardziej czynnie fotografować z podchodu, korzystając z przenośnych czatowni.

Co mnie tak strasznie zraziło? Otóż korzystałem z komercyjnych czatowni w kraju i nie przeżyłem takiego rozczarowania, chociaż samo aranżowanie spotkania z gatunkami pozostaje niezmiennie takie samo. Nie ma tutaj specjalnego ,,podchodzenia zwierząt”, maskowania, chociaż uczestnicy w są większości odziani ,,terenowo” w maskującą odzież. Odzież taka oczywiście pomijając względy praktyczne co do wolniejszego brudzenia się, przypomina ubieranie się w strój do jazdy rowerem górskim i podróżowanie samochodem po autostradzie. Nie ma namiotów maskujących (czasami jako przenośne czatownie sie zdarzają), nie ma żadnego romantyzmu tropienia, jest wygodna czatownia, często modernizowana, z aneksem sanitarnym, ogrzewaniem, za jakiś czas zapewne takie czatownie poprawią jeszcze bardziej standard. Same czatownie nie budzą takich emocji jak sposób wabienia zwierząt.

Zwierzę jak głodne, albo przyzwyczajone do pobierania pokarmu w danym miejscu będzie regularnie przychodzić zgodnie z regułą, że po co trwonić energię na poszukiwanie pożywienia skoro człowiek sam zanosi je pod sam nos. W zasadzie niczym nie różni sie to od nęcenia jedzeniem zwierzyny przez myśliwych, jedynie efekt finalny jest różny bo zwierzę uchodzi z życiem. To nęcenie tez nie jest jedno drugiemu równoważne, ale w czatowniach w których wabi sie zwierzęta drapieżne, system wabienia polega na wykładaniu świeżego mięsa zakupionego w markecie, ewentualnie zwłok zwierząt zebranych z drogi, wcześniej zabitych przez samochód .Okazjonalnie w procederze biorą tez udział myśliwi udostępniając zabite lisy czy jenoty. O aspektach epidemiologicznych mówi sie coraz częściej, ale chyba jeszcze nie za wiele, bo dla organizatora liczy sie by mięso kupić tanio, a że istnieje możliwość przeniesienia chorób zakaźnych na inne wrażliwe gatunki, lub przenieść antybiotykoodporność za pośrednictwem nafaszerowanego antybiotykami mięsa, to juz przerasta wyobraźnię nastawionych na zysk nęcących zwierzęta takim pożywieniem organizatorów.

Gdzieniegdzie by uniknąć ,,strat” i zapewniając długie żerowanie na wyłożonej przynęcie, mocuje sie ja do ziemi specjalnymi kotwami czy prętami, a do drzewa stosując zwykłe wkręty do drewna. Będąc na takim wyjeździe usłyszałem od jednej z uczestniczek pod koniec całego dnia, że to w sumie ,,bez sensu taka fotografia”. Bo i bez sensu jest fotografowanie tych samych ptaków w różnych pozach przez wszystkich uczestników w tym samym czasie. Fotografowanie niemalże ,,maszynowe” uwzględniając ,,szybkostrzelność” współczesnych aparatów. Te setki czy nawet tysiące zdjęć zrobione przez każdego z uczestników są niczym innym jak powielaniem kadrów pomiędzy sobą. Nawet chęć pochwalenia sie takimi kadrami na forach społecznościowych jest bezsensowna, jako, że zdjęcia lądują obok innych nadesłanych przez uczestników tej samej ,,wyprawy fotograficznej” i są niemalże bliźniaczo podobne. Żaden to rarytas, żadne osiągnięcie. Są miejsca gdzie corocznie przychodzą te same zwierzęta – mowa o niedźwiedziach. Ten sam osobnik ląduje na setkach zdjęć i po fizjonomii niektórych zwierząt można je rozpoznać, bez względu na to kto je robił. Otoczenie również demaskuje taka ,,przyrodniczą ekspedycję”, słono opłacaną, gdzie podstawowym założeniem jest, że ,,zwierzę ma być bo za to zapłaciliśmy. Uczciwe postawienie sprawy wiele by wyjaśniło, ale tak nie jest. Wyobraźmy sobie, ze z ,,puli” gwarantowanych zwierząt nagle znikają gatunki, które miały być ,,bankowo”, które napędziły koniunkturę sprzedaży takiej wycieczki . Czyli takie które przyciągnęły jednak ludzi, bo uczciwe trzeba przyznać, że chociaz sfotografowanie pospolitego drapieżnika, lub drobnych pospolitych gatunków nie jest wielkim wyzwaniem i niekoniecznie potrzebujemy do tego nęcisk i komfortowych czatowni, to są gatunki, których bez takich nęcisk nigdy nie zobaczymy jak chociażby ginące gatunki sępów utrzymujących sie przy życiu tylko dzięki dokarmianiu.

Czatownie wprowadzają pewien element komfortu dla osób, które ze względu na choroby i wiek nie są w stanie leżeć przez cały dzień na karimacie pod siatką, czy w niewygodnym szałasie. Ale dla reszty? Wytwarza sie pula fotografów, którzy nie zawsze potrafią cokolwiek powiedzieć o fotografowanym gatunku, poza tym co to za gatunek. Ot takie zwykle ,,pstrykanie”. Najgorszym rozczarowaniem były zapisane w programie firmy oferującej wyjazd obietnice co do gatunków, o których organizator wiedział że ich nie będzie. Opisałem to na blogu:

To uważam za bardzo przykre doświadczenie. Gdyby taka ofertę okroić o te gatunki, których nie mogło być, a organizator wiedział, że ich na pewno nie będzie, chociaż nie skorygował tego w opisie, to zapewne wyprawa nie doszła by do skutku, ze względu na brak chętnych. Zwłaszcza, że ceny takich wycieczek nie są najniższe. Takich sytuacji doświadczyłem i stały sie dla mnie bolesna nauczką. Nie potępiam wszystkich firm w czambuł, ale słyszałem wiele złego o niektórych. Tych trzeba się wystrzegać. Z tej lekcji i poprzedniej w bardziej południowe rejony Europy, podczas której też ,,wyparowały” gatunki, które mnie zwabiły, a organizator miał tą świadomość, że ich nie będzie, ale o tym nikogo nie poinformował, wyciągnąłem wnioski, że trzeba sobie radzić samemu, bo po przeliczeniu kosztów w ramach proponowanych na miejscu usług przewodnickich, całą wycieczkę można zrealizować trzykrotnie taniej. Oczywiście zakładając korzystanie z ukryć i czatowni na miejscu, gdzie niekoniecznie wabi sie ptaki pożywieniem, a bardziej fotografuje w danym środowisku, oczywiście nie wabiąc ptaków zepsutymi parówkami, co też widziałem na własne oczy.. Bolesna lekcja pozwoli zaoszczędzić więcej pieniędzy i mieć większa satysfakcję z fotografowania i filmowania.

Co prawda nikt bogatemu nie zabroni wyjeżdżać na takie ,,wyprawy”, zwłaszcza w sytuacji ograniczeń wiekowych, ale czy nie lepiej pojechać do dobrego ogrodu zoologicznego? Taniej, a gatunki te same, wyzwania podobne. Ułuda kontaktu z przyrodą podczas siedzenia na miękkim fotelu w ogrzewanej czatowni jest bardzo iluzoryczna, tożsama z oglądaniem filmu w telewizorze. Ale nie tylko ptakami i ssakami fotografowanymi z takiej czatowni człowiek żyje, więc co do rozczarowań przyrodniczych w tym fotograficznych zaliczyć trzeba dewastację środowiska skutkującą chybionymi wycieczkami ,,celowanymi”. O cóż w tym chodzi, otóż planujemy wycieczkę w przyrodniczo atrakcyjne miejsce, które przez lata uchodziło za rezerwuar przyrodniczego bogactwa w temacie bioróżnorodności, nietknięte ludzka ręką, zdziczałe łąki nadrzeczne, pełne kwiatów, traw, owadów, płazów a i śpiewających ptaków…

Jedziemy z nadzieją na udany dzień. Tutaj każdy domyśla się co dalej. Na miejscu okazuje się, że łąki aż do samej rzeki wycięte są jakimiś harwesterami czy karczownikami, który ze środowiska zrobił jatkę i nie ostało się nic… Ale któż to zrobił? Ano wiadomo, dopłaty unijne do rolniczo wykorzystywanych terenów robią swoje, więc zaistniała potrzeba przekształcenia niesamowitego ekosystemu w bezwartościowe karczowisko, nazwane dla potrzeb urzędników łąką za które ktoś weźmie unijne dotacje. No i kolejne rozczarowanie to rabunkowa eksploatacja lasów, w zasadzie podobnie do tych wykaszanych łąk, chaotyczna, nerwowa rabunkowa często gospodarka leśna wciskająca się nawet w obszary chronione, ostoje zwierząt, byłe więcej wyciąć, szybciej sprzedać. Tutaj sytuacja podobna, bo przepięknego leśnego jeziorka i mokradła obok, pełnego płazów, gadów, ptaków o bezkręgowcach nie wspomnę została zasypana dziura w ziemi z uregulowanym betonowymi rurami odpływem zasilającego nieistniejące jeziorko źródła. I oczywiście w ramach cywilizowania terenów leśnych przepiękna droga dojazdowa dla leśnych maszyn by łatwiej dojechały po wycinane drzewa i składowane na bocznicach drogi drewno. Wyprawa kilkadziesiąt kilometrów i na koniec gorzkie rozczarowanie, skutkujące przemyśleniami, że ten znany do niedawna świat przyrody odchodzi bardzo szybko, za szybko… Taka to nasza tradycja. No i komary… tak ! To też zeszłoroczne rozczarowanie, jako, że szykowałem się do montowania filmu, w którym jedna z głównych ról miały odegrać właśnie komary… brakło sekwencji z samymi komarami, ale tych nie dało sie nakręcić, może w tym roku….

No ale komary nie dopisały, bo nie dopisuje woda, a zjawisko to spowodowane jest przybierającym na sile katastrofalnie niskim poziomem wód w zeszłym roku.. Taki, że nie było w wielu miejscach warunków do rozwoju tych hmmm krwiożerczych ale nader ciekawych zwierząt. To też ująłem we wpisie.

I te właśnie rozczarowania minionego roku zdeterminowały ten wpis. Zdecydowanie skłania mnie to do refleksji, że najbliższe naturalnemu jest fotografowanie i filmowanie bezkręgowców i kręgowców w skali makro, zaczynając od owadów i pajęczaków a kończąc na gadach, których nie wabimy a podchodzimy,

Nie wiem co zaplanować na ten rok, bo obawiam się, że kolejne uroczyska, których nie odwiedzałem od dawna i myślałem, że pozostają w niezmienionym stanie, przekształciły sie w betonowe inwestycje, a leśne ścieżki zamieniono w wysypane żwirem trasy do biegania z ławeczkami i obsadzone tujami. Przy takich ,,rekreacyjnych ścieżkach” oczywiście nie może zabraknąć wiat z wymurowanym miejscem na wielkie ognisko, najlepiej tuż obok parkingu dla autokarów, bo ,,każdy ma prawo podziwiać przyrodę korzystając z udogodnień”, podobnie jak w komercyjnych czatowniach… Jakie to polskie, aż żal za dupę ściska i to zapewne nie ostatni raz….

Szczęścia w Nowym Roku 2026 🙂

Please follow and like us:
Pin Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

RSS
Follow by Email