Zimową porą, czyli słów kilka i uwag odnośnie fotografowania przy niskich temperaturach i przy opadach śniegu.

Zacznę od tego, że wcale ale to wcale nie lubię tego okresu. Czasami nawet wolałbym chlapę i szarugę. Zapewne zaraz się oburzycie, bo przecież te krajobrazy, słońce i śnieg..

Faktycznie, wszystko wskazuje, że powinniśmy radować się z zimowej pory, bo ptaki ładnie pozują przy karmnikach, (bo by z głodu poumierały) i nęcone przed komercyjnymi czatowniami (jak wyżej). A my z uśmiechem przepatrujemy teren w poszukiwaniu nowych ofiar fotograficznej chuci 😉 Najpierw zacznijmy od przygotowań. Wyjście w zimowy teren, to swoiste wyzwanie. Jak się nie przygotujesz to konsekwencje mogą być niemiłe. Zaczynając od siebie – nie można zapominać o ciepłych gaciach, skarpetach, a także przy takich mrozach jak ostatnio o ,,grzejkach” do rąk i stóp. To fajne rozwiązanie zapobiega marznięciu dystalnych części ciała. Reszta odzieży – bielizna- wiadomo najlepiej termiczna, dobrej jakości, niekoniecznie takie wynalazki za 25 PLN za komplet, bo niewiele warte. Warto zabrać ze sobą ciepły termos z herbatą, a nawet taki mały termos-na gorącą zupę. Genialny patent.

Termos to inna historia, bo jak by nie spojrzeć towarzyszy mi prawie przez cały rok. Jakieś batoniki energetyczne też miłe widziane, a każdy kto chociaż przez godzinę stał w zmrożonym śniegu, w jakichś krzakach i czatował na zwierzynę to wie o czym mówię. osobiście w zimie nie korzystam z żadnych namiotów, bo to dla młodych ze zdrowymi stawami i nerkami. Usiąść to może bym usiadł ale potem po godzinie wstać z takiego przymrożonego krzesełka byłoby ciężko…. Co do odzieży zewnętrznej to kwestia uznania, dobra odzież trochę kosztuje, ale jak sie rzuci na szalę swoje zdrowie i późniejsze kolejki w NFZ owskich przychodniach to rozum sam przychodzi do głowy. Obuwie jeśli nie ma chlapy i roztopów to ja osobiście preferuję zwykłe trekkingowe/myśliwskie. Tutaj muszę przyznać, że chociaż myśliwych nie lubię, to odzież mają dobrą i warto czasami coś w sklepach dla myśliwych kupić. Co do butów już napisałem, ale zrobię małą uwagę odnośnie śniegowców z częścią gumową podeszwy i ,,kaloszem” wbudowanym w buta do wysokości kostek. Patent fajny, ale mnie osobiście bez grzejek noga w tej gumie (pomimo futerka) marzła bardziej niż w klasycznym obuwiu – ale to przy mrozie rzędu 5-15 stopni na minusie. Przy mokrym śniegu te śniegowce wskazane.

Teraz trochę o sprzęcie. Pamiętam mrozy jeszcze większe i prace lustrzanek… No przy minus 25 stopniach lustro odmówiło podnoszenia i pojawiał sie komunikat o błędzie. Przy bezusterkowych teoretycznie nie ma takich problemów, ale nie ma co przesadzać z testowaniem odporności, chociaz elektronika nie powinna zawodzić, jeśli już to prędzej AF w obiektywie, jakieś ewentualnie smary w starszych modelach. Co do zmiany obiektywów w czasie mrozu jak nie sypie śniegiem to chyba nie ma przeciwskazań, gorzej jak sypie śnieg, lub śnieg z deszczem. Niemniej osobiście jak mam miejsce w plecaku to zabieram dwa korpusy z dopiętymi obiektywami, żeby nie zmieniać szkieł przy mrozie, bo to żadna frajda gołymi rękami dotykać zmrożonego metalu, a w rękawicach nie ma takiego czucia.

Wykorzystanie innych elementów wyposażenia poza lornetką/lunetą jest dyskusyjne, chyba, że jakieś filtry na obiektyw. mało wygodne lubią wpadać w śnieg (to z ostatniej soboty). Samo postępowanie przy powrocie do domu, lub innego ciepłego miejsca, było opisywane, nawet nakładanie woreczków na sprzęt by nie doprowadzić do kondensacji pary wodnej na soczewkach, matrycy (przy zdejmowaniu obiektywu).

Więc po powrocie lepiej odczekać nie otwierając plecaka jakiś czas. Powiem, że ten czas jest różny i mnie sie zdarzyło przy szczelnym plecaku po 3 godzinach otworzyć i zobaczyć jak soczewka obiektywu pięknie zaparowuje, a na korpusie zbierają sie krople skondensowanej pary … Lepiej poczekać jak sie da dłużej. Bezwzględnie po otwarciu plecaka wytrzeć wilgoć z korpusu i ewentualnie obiektywu bardzo dokładnie, bo co prawda obiektywy uszczelnione ale…. Pominąłem przy fotografowaniu akumulatory, których nie warto trzymać w trakcie wycieczki w plecaku, tylko najlepiej w wewnętrznej kieszeni kurtki ( jak wykorzystuje kieszenie spodni hmmm te najbliżej rozporka, bo tam ciepło gwarantowane.

Boczne kieszenie spodni niekoniecznie się do tego nadają. Wiadomo, że wykorzystanie akumulatorów na mrozie jest obarczone krótszym czasem użykowania, to tez trzeba uwzględnić. Jeśli zamierzamy filmować, to sytuacja będzie często wymagać dodatkowego źródła zasilania, do monitora, lub innych elementów, a nawet samego aparatu/kamery. Dobrze sprawdzają sie w każdych warunkach akumulatory V-mount. Jedyne czego się bać nie musimy na mrozie to przegrzewanie sprzętu przy filmowaniu 🙂 Użycie drona do filmowania jest w mroźny dzień w ogóle ryzykowne, jako, że istnieje szansa, że silniki zamarzną po kondensacji pary, a akumulatory wyczerpane wzmożonym wykorzystaniem odmówią posłuszeństwa. W takiej sytuacji ryzykujemy upadek drona a w najlepszym wypadku awaryjne lądowanie. Ja korzystałem w temperaturze około minus 3 stopni i nic sie nie stało, chociaż trochę adrenaliny sie uwolniło … zdjęcie poniżej. Niemniej przy jakichkolwiek opadach drona trzeba zostawić w plecaku i nie szarżować..

można latać i w zimie.. byle nie za wysoko i nie za szybko 😉

Rozpuszczeni zimami bez śniegu często stajemy w obliczu decyzji o wykorzystaniu samochodu w czasie fotografowania. I tutaj może nas spotkać niespodzianka, pomijając niespodzianki związane z samym uruchomieniem i ruszeniem samochodu z parkingu. Otóż korzystając z tak zwanych miejscówek, znanych i lubianych w okresie bezśnieżnym, trzeba by sobie zdać sprawę, że zaparkowanie na poboczu bez względu czy to las czy jakaś polana, może być utrudnione, bo sterty śniegu zgarnięte na pobocze bardzo utrudniają taki manewr.

A niejedna leśna droga wymaga wykorzystania innego typu samochodu, w zasadzie terenowego o wysokim prześwicie, bo zwykłym nisko zawieszonym nie mamy po co forsować zaśnieżonych leśnych dróg, a i parkowanie w zmrożonym zgarniętym na pobocze śniegu jest diabelnie ryzykowne. Byłem w takich sytuacjach wielokrotnie, gdy dojechawszy na miejsce, nie było jak zaparkować, ostatnio chyba nawet parę dni temu. Co wtedy? Albo mało triumfalny powrót d domu, albo rozpaczliwe poszukiwanie miejsca gdzie można jednak wjechać – tak by schował sie samochód, no i nie złamać jakiś przepisów drogowych czy leśnych o połamanych plastikowych zderzakach nie wspomnę… Oczywiście można dopasować wyjazd korzystając nie z samochodu własnego ale ze środków komunikacji. Dojechać i resztę przejść pieszo. Mało to wygodne, bo trzeba jakoś zgrać powrót do domu zgodnie z rozkładem jazdy. Jak widzimy tych ,,przeciw” zimowemu fotografowaniu jest sporo więcej niż ,,za”, co wcale nie oznacza, że trzeba z tego rezygnować. Aktywność fotograficzno-przyrodniczą można skutecznie realizować w pobliskim parku, podmiejskim lesie, a nawet w domu, bo jak sie dobrze przyjrzymy, to nie cały świat bezkręgowców zamiera, za doniczkami, w zakamarkach i kątach żyją i nieźle sie czują przez cały rok takie wieloodnóżowe cuda 🙂

I wszystkim życząc mimo wszystko, by w dobrym nastroju doczekali wiosny, bo zima mało obiecująca pod względem fotografii, tez potrafi pozytywnie zaskoczyć. I nie ukrywajmy – taki śnieg jak w tym roku jest po prostu potrzebny przyrodzie, bo wreszcie doczekamy sie rozlewisk (byle nie powodzi) i wiele ekosystemów zacznie stopniowo wracać do normy.

Please follow and like us:
Pin Share

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

RSS
Follow by Email