Nadchodzi czasami wielką chętka by dodać więcej pikanterii do uwiecznianych na zdjęciach scen i zacząć je filmować. Oczywiście nie wszyscy wpadają na ten ,,genialny pomysł” niosący za sobą pot, krew i łzy… No i wydatki 🙂 Wpis okrasiłem swoimi amatorskimi filmikami i zdjęciami.
A skąd się ten pomysł bierze? Mam na myśli filmowanie, bo czy nie łatwiej po prostu fotografować? Otóż to. Filmowanie pomimo, że ostatnio stało sie niezmiernie popularne, to mimo wszystko stanowi element ,,niszowy” aktywności hobbystycznej z aparatem. Otóż pomysł filmowania w antrakcie fotografowania wynika z nudy i jest często kultywowany przez ,,zasiadkowiczów” czyli fotografów ssaków i ptaków przebywających w czatowniach. Z nudów, bo ileż można fotografować to samo ujęcie, więc po nudnej sesji i dwusetnym ujęciu tego samego zwierzaka, często fotografujący włączają nagrywanie. Nagrania te w formie ,,rolek” często pojawiają się w sieci. Ale od nakręcenie krótkiej rolki, do filmu droga daleka. A jak to jest w przypadku makrofotografii i związanym z tym filmowaniem w świecie owadów? W dodatku mrówek? Wydawać by sie mogło, że współczesne systemy oferują na tyle zintegrowane z korpusem funkcje filmowania, że nic trudnego – i to co fotografujemy możemy bez problematycznie uwiecznić na filmie. Zmęczeni próbami fotografowania mrówek, z których to prób czasami niewiele wynika, możemy ulec podszeptom ciemnej strony mocy i pokusić sie o filmowanie. Zanim jednak poczynimy wyłom w budżecie na tyle poważny i czasami nieodwracalny, związany z zakupem specjalistycznego wyposażenia, warto spróbować tym, co mamy uwiecznić mrówki na filmie. Co nam będzie potrzebne? Koncentrujemy sie na korpusie aparatu, którym jak zakładam da sie filmować. Tak naprawdę nie wiem czy w chwili obecnej jakimś aparatem bezlusterkowym nie da się filmować, a i nowsze lustrzanki też posiadają tą funkcję. We wcześniejszych wpisach mówiliśmy o obiektywach, przyjmijmy, że wykorzystamy zwykły obiektyw do makrofotografii. Kolejnym elementem, o który musimy zadbać będzie oświetlenie. Zanim zakupimy jakieś bardziej profesjonalne źródło oświetlenia, możemy posiłkować się zwykłą mocną latarką. Nie jest to dobre rozwiązanie, ale pozwala sie zorientować czy na tyle nas pociągnie ta dziedzina by inwestować. Możemy użyć również niedrogiego urządzenia jak to poniżej. Jest to jak najbardziej przykładowa lampa, którą sam wykorzystuję od czasu do czasu. Jej wielkim atutem jest niewysoka cena, oraz kompaktowość, mieści sie w kieszeni.

Każdy sensowny plener filmowy musi być zaplanowany. Sensowny czyli jaki? Otóż sensowny oznacza nic innego jak ,,celowany”, czyli wiemy po co idziemy, co chcemy filmować i dodatkowo jesteśmy pewni, że napotkamy to co założyliśmy uwiecznić na filmie. I to wcale proste nie jest. W przypadku mrówek mamy pewne pole manewru, ponieważ opierając się na wcześniejszym rozpoznaniu możemy założyć, że mrowisko w dalszym ciągu jest na miejscu. Oczywiście mam na myśli zwiad wykonany góra miesiąc wcześniej, oraz mrowiska duże mrówek ,,kopcowych” rodzaju Formica. Inne gniazda często nie przetrwają tego okresu, zwłaszcza, gdy dobierze się do nich miłośnik mrówczej diety jak chociażby dzięcioł zielony, czy bażant, albo i borsuk. Mówię tutaj o małych gniazdach. Te duże należące do mrówki rudnicy, czy mrówki ćmawej ,,dadzą sobie radę” i latami trwają w tej samej lokalizacji. Sam sens filmowania ,,na serio” wychodzi poza strefę ,,przypadkowego” filmowania komórką, czy aparatem ,,z ręki” i związane jest z dźwiganiem na swoich plecach całego studia filmowego. Stąd ten wcześniejszy zwiad jest konieczny, byśmy nie biegali po lesie niosąc w plecaku 20 kilogramów sprzętu (bywało i więcej..;-( ).

W sytuacji przypadkowego filmowania fajnie sprawdza sie zestaw ,,mini” który warto rozważyć jako podstawowy i na początku filmowania. Zestaw mini umożliwia spokojna penetrację środowiska i filmowanie w ,,trybie doraźnym”. Sprawdza sie w wielu przypadkach. Zacznę od kilku słów na temat takiego zestawu: plecak, aparat, statyw (mini lub uniwersalny), wyzwalacz, oświetlenie LED z regulacją barwy. Do tego blenda, ewentualnie tło fotograficzne. Taki zestaw zmieści sie nawet do małego plecaka i umożliwi poszukiwanie ciekawych miejsc do filmowania, oczywiście z ciekawymi gatunkami. W związku z tym, że często nie potrafimy drugi raz trafić w to samo miejsce, zwłaszcza w dużych kompleksach leśnych, lub przy niewielkich wymiarach mrowiska, na powiedzmy dużej otwartej przestrzeni, warto zabrać ze sobą GPS, by nanieść to miejsce na przyszłość. O ekwipunku ,,ogólnoturystycznym” nie napiszę, bo każdy wie, że dobre buty osłona głowy, woda do picia, cos do jedzenia i apteczka mini, to podstawa. Idziemy w plener, pogoda oby nie za bardzo słonecznie, może być bardziej pochmurny dzień, jako, że przy takim świetle lepiej sie pracuje. Zachęceni większą tolerancją na niewielkie ilości światła jakie przykładowo zastaliśmy, po którymś tam przekleństwie (mniej lub bardziej cenzuralnym) próbujemy sfilmować scenę……
Przyjmujemy, że mróweczki siedzą grzecznie jak na zdjęciu poniżej, z wolna się przemieszczając…

Oczywiście wybieramy tryb filmowy w aparacie, ustawiamy sobie obiektyw na ręczne nie automatyczne sterowanie, odpalamy oświetlenie (albo i nie jeśli słońca jest za dużo, wtedy uruchamiamy blendę rozpaczającą światło). Wprowadzamy dane odnośnie parametrów nagrania ( o tym później) i naciskamy magiczny przycisk ,,REC”, próbując objąć scenę i utrzymać zwierzątka w płaszczyźnie ostrości. Tutaj po raz pierwszy musimy sie zastanowić, co chcemy uzyskać, to znaczy, jak kadrować (z góry, boku, frontalnie, etc.) i czy zależy nam na głębi ostrości. Jeśli zależy nam na głębi większej, a mamy obiektyw makro, to musimy domknąć przysłonę, co za tym idzie jak wszyscy wiemy, spada ilość światła dochodzącego do matrycy. Co robimy w takim wypadku? Otóż nasz film nie wymaga aż tak krótkiego czasu jak zdjęcie by zamrozić ruch. Wracając na chwilkę do parametrów ustawienia, musimy ustawić liczbę klatek na sekundę (fps). By nasz obraz był w miarę płynny wymagane jest około 50/60 fps. Czasami mogło by dla bardziej szerokich ujęć ,,środowiskowych” to być nawet 25 fps. Zgodnie z zasadą czas otwarcia migawki definiowany jest wzorem 1/(2x fps). Co oznacza, że dla 25 fps wyniesie 1/50 s, dla 50 fps 1/100s i tak dalej. Ustawienia nagrania -100 fps (1/200s) wygeneruje nam obraz, który dodatkowo możemy uzyskać w późniejszej obróbce, bądź od razu korzystając z opcji wbudowanej w aparacie -spowolnienie nagrania na przykład 2x (dwukrotne). Jak sie okaże, to spowolnienie bardzo sie przydaje zwłaszcza przy mrówkach, o czym powiemy później.

Operując trybem filmowym musimy zadbać o to, by balans bieli nie był ustawiony w pozycji AUTO, ponieważ każda zmiana trybu oświetlenia wprowadzi nam zamieszanie w kadrze, przekombinowując z kolorami. O czasie ekspozycji mówiliśmy, a trzeba zadbać i o przysłonę, według zasad obowiązujących w fotografii. Pamiętać musimy, że w trakcie filmowania (danego ujęcia, w trakcie jego kręcenia) przysłony nie zmieniamy, czyli ustawiamy na sztywno. Pamiętamy by nie szaleć z ISO ustawiając go zgodnie z warunkami oświetleniowymi zgodnie z wykresem histogramu, który warto mieć na podglądzie cały czas, pomijając tryb AUTO-ISO. Wybieramy jakość nagrania, czyli tryb zapisu, tutaj w przypadku filmów przyrodniczych HD jest zupełnie wystarczające, ale możemy sie pokusić z czasem o 4K, albo i wyżej, zwracając uwagę, że nie każdy komputer przy obróbce filmu poradzi sobie z wysokiej jakości zapisem, bo sporo jednostek jest do takich celów za wolne i nie wyrabia. Z tym problemem nieodmiennie związana jest jakość kart pamięci i tutaj bezwzględnie, trzeba uderzać w karty szybkie omijając wykorzystywane karty o prędkości zapisu poniżej V30 i od razu zaopatrzyć sie w karty V60 lub wyższe prędkości, by nie kupować dwa razy. Karty poszły ostatnio cenowo ostro w górę, to tez musimy kalkulować, ale ta czy inaczej inwestycje sie opłacają. Celujemy w pojemność karty minimum 32 GB. Sporo o tych kartach w sieci więc poszperajcie, ja tylko zaznaczam temat. Nie wskazuję na konkretne firmy, bo za ich reklamę nikt mi przecież nie zapłaci.

Obiektyw…Z pozoru wydawać by sie mogło, że użycie obiektywu z funkcją AF przyspieszy nam pracę. Niestety bardzo często w trakcie ostrzenia w starszych modelach dochodzi do bardzo niepokojącego ,,pompowania” obiektywu. W zmieniających sie warunkach oświetlenia AF próbuje wyrównać ostrość i obraz zaczyna nam falować, zbliżając lub oddalając się, co wygląda tragicznie na filmie. Można to skorygować w niektórych systemach wyłączając opcję ,,serwo AF” czy obniżając czułość AF. Ale tak naprawdę najłatwiej jest przejść do ostrzenia manualnego. I zaczyna się zabawa….. A najpierw oczywiście sprawdzamy, czy trzymamy jakiś poziom horyzontu, jeżeli horyzont jest widoczny, bo przy filmowaniu z góry mniej to ma znaczenie, ale przy ujęciach horyzontalnych warto przemyśleć jak trzymać aparat i o co go wesprzeć, bo obrazy nawet przy mechanizmach stabilizacji obrazu nie dadzą rady jak ręka zacznie nam latać. Wesprzeć aparat można o wszystko, kawałek kija, pniaka, plecak, ale najlepiej oczywiście użyć do tego statywu i to nie z każdą głowicą, bo ale najlepiej filmową.

Dojdziemy i do tego. A oświetlenie, jeżeli nie mamy na czym wesprzeć, to najlepiej zainstalować go na stopce aparatu, za pomocą jakiegoś adaptera, który kupimy za grosze. Przy odpowiednio dużej powierzchni lampy można uzyskać znośny efekt. Te lampy jak powyższa polecana, również powinna być jakoś zamocowana do aparatu bądź statywu. O tych statywach wspominałem, jest kilka takich w wersji mini do makro po prostu idealnych. Tutaj zrobię wyjątek i polecę akcesorium SmallRig, maja po prostu wszystko co trzeba do filmowania. Podczas pierwszych prób filmowania oczywiście emocji jest sporo. Zaczynając filmowanie od mrówek zakładamy że mamy aparat jako tako opanowany. Już po pierwszych ujęciach zorientujemy się, że albo to niesamowicie fajna sprawa i mamy frajdę, albo to nie dla nas. W tej drugiej sytuacji możemy sobie odpuścić dalsze zakupy sprzętu. Zapomniałem wspomnieć o wyzwalaczu przewodowym lub nie, chociaż na samym początku może nie znależć uznania, zwłaszcza przy filmowaniu ,,z ręki”. Potem okaże sie konieczny..
I żeby nie zanudzić ….. cdn….. 😉

